sobota, 23 listopada 2013

Grudniowe,wieczorne cienie.

2012 rok grudzień

Uciekłam z złotej klatki do miejsca zwanego Białą Fasadą.
Spędzałam wieczory na piciu zielonej herbaty,przesiadując na parapecie z myślami ,które wplatały się w smugi dymu papierosowego.Rozmowy z Sebastianem stawiały Mnie na nogi choć wówczas tego nie umiałam odczuć.Prawda jest taka ,iż wiele zawdzięczam Tobie oraz Alecowi.Nie miałam własnych sił do walki a dzień z nocom zlewały się w długie miesiące.
Doprawdy zmuszałam się do chodzenia na zajęcia...
i nie wiem jakim cudem nie zwaliłam w tym okresie żadnego egzaminu.

Mój profesor niejednokrotnie pytał się czy wszystko jest okej bo widział moje niewyspanie.
Tłumaczyłam mu wówczas ,iż potrzebuje większej ilości zajęć aby nie myśleć o problemach.
To właśnie wtedy powiedział Mi ,że ceni moje prace fotograficzne oraz widzi we Mnie potencjał.
Były to słowa bardzo ważne ,wtedy jednak przyjechał je z wielkim dystansem o ile nie obojętnością na twarzy.
Profesor przydzielił więcej prac co było lekarstwem dla mojej duszy.
Poszłam do tej szkoły z miłości do fotografii.Na przekór prośbom matki i znajomych .
Nie chciałam studiować psychologi...wariatka próbująca pomóc wariatowi?...niedorzeczne .

Tylko podczas zajęć i pracy potrafiłam się ochronić od cieni ,które oplatały moje ciało.
Niestety pewnego dnia na szkolnym korytarzu ujrzałam przyczynę największego bólu i strachu jakie spotkało Mnie w dotychczasowym życiu.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz